Recenzja paska SMILE CAMERA

Krótko nie będzie, ale jeśli lubisz góry i podróże, to ta recenzja nie powinna Cię zmęczyć! 🙂

Słowem wstępu:
Tradycyjnie już zaraz po świętach Bożego Narodzenia wyruszyłem na tydzień w Tatry. To bodaj siódmy rok, jak aktywnie spędzam tam okres od 26-27 grudnia, do pierwszych dni stycznia. Na wypad zabrałem swój nowy aparat, który kupiłem właśnie z myślą o wojażach z plecakiem. Uzbrojony w Fuji X-T1 z naprawdę świetnym Samyangiem 12/2 i Fujinonem 27/2.8 + cały sprzęt górsko-zimowy (czekan, raki, rakiety, kije, ABC lawinowe etc) zameldowałem się w schronisku, a dwa dni później zdobyłem szczyt, którego próby zdobycia powtarzałem cyklicznie i bez powodzenia od trzech lat. Udało się! Bystra (2248 mnpm) w warunkach trudnej widoczności w końcu zdobyta! Pięćdziesiąt metrów od szczytu byliśmy już powyżej pułapu chmur, a na szczycie przywitało nas widmo brokenu otoczone podwójną tęczą „od horyzontu do horyzontu”. W dalszych dniach nie próżnowaliśmy, bo sylwestra postanowiliśmy spędzić w prawdopodobnie największym w kraju Quienzee (czyli jamie śnieżnej dla trojga). 🙂 Moja radość była tak wielka z tego, że udało się zdobyć Bystrą i spędzić noc w domku ze śniegu, dokumentując wszystko nowym Fuji, który nie zawiódł w naprawdę ogromnym mrozie, że postanowiłem się tym podzielić na facebookowej grupie zrzeszającej miłośników marki. Po powrocie do schroniska skrobnąłem krótki post o tym, że przyzwyczajony do odporności flagowych modeli Pentaxa nie żałowałem Fujika i traktowałem go równie hardkorowo. Do postu dołączyłem ze dwa-trzy zdjęcia i… Już po chwili w prywatnej wiadomości odezwał się do mnie właściciel firmy Smile Camera z propozycją przesłania do testów swojego nowego modelu paska przeznaczonego pod bezlusterkowce. Pomyślałem: Czemu nie, wysyłaj chłopie czym prędzej, to sprawdzimy jak to cacko spisuje się na dwa razy wyższej wysokości w górach Atlas Afryki Północnej i ogólnie – podczas podróży z plecakiem! 🙂

UWAGA: Fakt, że pasek dostałem za darmo (nie inaczej, niż wszystkie znane portale testujące sprzęt foto), nie znaczy, że recenzja jest „opłacana”, a jej wynik ma być oczywisty. Będę pisał szczerze – bo chcę.

Część właściwa recenzji:
Należałoby zacząć od tego, że kontakt z producentem jest bardzo dobry – a jest to o tyle ważne, że rodzajów pasków jest naprawdę wiele (szerzej o tym za chwilę) i personalizacja ich pod Twoje zastosowania będzie dużo łatwiejsza podczas zwykłej ludzkiej rozmowy. Jeśli akurat jesteś w podróży, to oczywiście możesz się umówić na dogodny dla Ciebie termin wysyłki – tak, jak ja to zrobiłem. Krótko mówiąc, zaraz po powrocie z Tatr miałem do odwiedzenia Paczkomat. 🙂 Pasek był bezpiecznie zapakowany w sztywne opakowanie, a w środku znalazłem bardzo estetyczne opakowanie samego paska, dzięki czemu idealnie nadaje się na prezent.

Budowa paska:
Pasek jest wykonany z czegoś, co w szpejarstwie wspinaczkowym nazwałbym „taśmą tunelową”. Jest to bardzo przyjemny w dotyku, wytrzymały (chyba nylonowy) pasek materiału o przekroju tunelowym – a to jego główna i niezaprzeczalna zaleta nad paskami konkurencji. Nie jest to pojedynczy pasek skóry/parciejącej ekoskóry/nylonu, a podwójna warstwa materiału. Cecha ta sprawia, że pasek jest bardziej miękki, inaczej „pracuje”, nie jest tak sztywny – generalnie same plusy z „feelingu” i piszę to w zupełności szczerze, nie dla tego, że go dostałem. 🙂 Wykończenie w okolicach kółeczek jest ze skóry lub eko-skóry (nie wiem)… W każdym razie z jednej strony jest ono dłuższe, bo naniesiono na nie logo producenta – i stanowi to świetne „pogrubienie” gripa aparatu, gdy pasek masz owinięty wokół nadgarstka, a część z logiem chowa się pomiędzy Twoją dłonią, a korpusem.

Kolor jak widzicie fajnie zgrał się z anodowanym czerwonym pierścieniem na obiektywie i oznaczeniami na pokrętłach sterujących w body. Po za tym bardzo lubię ten krzykliwy czerwony, jest stylowy, pasuje do mojej energicznej natury. Łatwo go zauważyć, gdy wywalisz wszystko łącznie z aparatem i ciuchami na jedną kupkę – choć to też wada – bo trudniej robić takim zestawem street-repo i także bardziej prosimy się o kradzież. Nie zaprzeczę – srebrne body też rzuca się w oczy.

Długości jest kilka – ja pomimo, że mam 192cm wzrostu wybrałem najkrótszy, 90-centymetrowy. W podróży zwykle nosze aparat w „kaburze” przy pasie biodrowym plecaka, jednak często zachodzi potrzeba trzymania aparatu na szyi (częste korzystanie, chęć fotografowania „z ukrycia”). Krótki pasek to po pierwsze mniej dyndający na szyi aparat (przy zapiętym pasie piersiowym plecaka prawie wcale nie „dynda”), a po drugie – kapkę niższa waga.

Jak to wygląda z boku? Spójrzcie sami…

Do czego pasek się przydaje, a kiedy może okazać się zbędny?

  • Jeśli nie chcesz porysować aparatu, a kładziesz go bez statywu na kamieniach, murku i tym podobnych nawierzchniach – to co Ci szkodzi, wsadź pod niego pasek 🙂
  • Gdy chcesz zrobić selfie lub po prostu zdjęcie, np zza okna samochodu przy sporej prędkości – owiń sobie pasek wokół ręki, będzie bezpieczniej.
  • Kiedy jesteś w miejscu, gdzie nie koniecznie możesz fotografować, a to sprawia, że chcesz fotografować jeszcze bardziej… Zawieś sobie na szyi aparat, włącz migawkę elektroniczną (bezgłośną), a kadrowanie i wyzwalanie przeprowadzaj ze smartfona za pomocą apki połączonej z aparatem
  • Gdy fotografujesz na małym kieszonkowym statywie w błocie (zdarza się w górach), to bankowo ubrudzisz swój pasek. Tutaj moja sugestia do producenta – czy nie myślałeś o impregnacji swoich pasków? Tak, jak impregnuje się liny wspinaczkowe. 🙂

Zapytacie czy warto kupić pasek Smile Camera – uważam, że tak. Personalizowany pasek, o dokładnie takiej długości, szerokości i kolorze, jaki potrzebujesz, ponadto wykonany z materiałów nieporównywalnie lepszych, niż te, które daje producent aparatu w zestawie.